piątek, 15 maj 2020 09:58

Kirill Rogovik: „Najważniejsze jest pomaganie ludziom”

Doktor Kirill Rogovik pracuje od kilku miesięcy w kadrze trenerskiej „Dynamo-Brześć”. Karierę rozpoczął jako zwykły lekarz w szpitalu, ale zdobył już ogromne doświadczenie w medycynie sportowej. W wywiadzie dla magazynu „Miasto nad Bugiem” specjalista mówił o wyborze zawodu, spekulował na temat jakości białoruskiej medycyny i obiecał, że kiedyś napisze książkę o swojej pracy w futbolu.

Dlaczego zdecydowałeś się przyjąć ofertę pracy w „Dynamo Brześć”?

Po pierwsze, zespół jest mistrzem. Po drugie, występ w Lidze Mistrzów. Jest to turniej, który jest lubiany nie tylko przez piłkarza i trenera, ale także przez lekarza. To pewne wyzwanie, które może sprawdzić Twoje kompetencje jako lekarza i Twoje rozumienie futbolu. To jest szczyt kariery piłkarskiej. To są międzynarodowe starty. I oczywiście zespół, drużyna, zawodnicy. Zasadniczo znałem chłopaków, zanim tu przyszedłem. Zespół mi się podobał i dlatego przyjąłem tę ofertę.

Gdzie wcześniej pracowałeś?

Pracowałem w strukturze BATE: od akademii do głównego personelu. Krótko pracowałem także w klubie piłkarskim „Mińsk”. W tym czasie była to drużyna, która grała w Lidze Europy. Wygraliśmy Puchar i wzięliśmy udział w LE. Następnie pracowałem w soligorskim „Shakhtar”, ale opuściłem klub z trenerem, który wziął mnie do drużyny. Potem byłem w narodowej drużynie koszykówki. Postanowiłem zmienić dyscyplinę sportu, ponieważ miałem małe dziecko, chciałem być przynajmniej przez jakiś czas bez rozjazdów. A już po drużynie narodowej i pracy w koszykarskim „Cmoki” zostałem zaproszony do klubu piłkarskiego „Dynamo-Mińsk”. Stamtąd przeprowadziłem się do Brześcia.

Okazuje się, że przez całą karierę pracowałeś w medycynie sportowej? A może był okres, kiedy pracowałeś jako zwykly lekarz?

Oczywiście był okres, kiedy pracowałem jako lekarz. Byłem dzielnicowym chirurgiem, zgodnie z wymaganiami, odpracowałem trzy lata po studiach. A potem poszedłem w kierunku medycyny sportowej. Chciałem to robić. Cieszę się, że tak wyszło.

Kiedy zdecydowałeś się zostać lekarzem? Co wpłynęło na Twój wybór?

W mojej rodzinie jest wielu lekarzy. Moje ciotki, wujkowie, bracia i siostry są związani z medycyną. Ktoś pracuje w stomatologii, ktoś inny w gabinecie lekarskim, dlatego zawsze to lubiłem. Już w 7-8 klasie szkoły zdałem sobie sprawę, że to lubię. Byliśmy podzieleni na profile, wybrałem profil chemiczno-biologiczny, aby przygotować się do egzaminów na uniwersytet. I stanowczo realizowałem swoje marzenie o zostaniu dobrym lekarzem.

Gdzie się uczyłeś?

W Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Medycznym. Moją specjalność to chirurg. Następnie zostałem przeszkolony na lekarza medycyny sportowej. To był dodatkowy dyplom do mojego dyplomu chirurga.

Co jest najbardziej interesujące w Twojej pracy?

Najważniejsze jest pomaganie ludziom. Niezależnie od tego, czy osoba jest sportowcem, czy kimś innym, przychodzi z problemem, z pewnym rodzajem bólu. Osiągnięcie pozytywnego rezultatu zawsze jest interesujące. Fajnie jest, gdy ktoś wychodzi zadowolony, ponieważ rozwiązałeś jego problem. To zawsze dodaje powera. Jeśli chodzi o sport wysokich osiągnięć, bardzo podoba mi się uwaga, jaką sportowiec zwraca na swoje ciało. Chłopacy znają siebie doskonale. I musimy być do przodu, aby być na szczycie. Musimy zawsze być na poziomie, aby znać wszystkie najnowsze i najnowocześniejsze metody, aby poprawnie odpowiedzieć na pytania, które pojawiają się wśród sportowców. Często są to bardzo profesjonalni ludzie, którzy grali, grają na poważnym poziomie, więc zawsze ciekawie porozmawiać z nimi na jakiś temat i zrozumieć, że wiesz trochę więcej, możesz się z nimi czymś podzielić. I to jest bardzo miłe, kiedy chłopacy to zauważają i mówią: „Tak, doktorze, dobrze się spisałeś. Teraz rozumiem co i jak.” Zawsze pojawiają się nowe wyzwania. Wymagana jest wielka ostrożność i poświęcenie. Dlatego naprawdę lubię sport wysokich osiągnięć. Zawsze powinieneś być gotowy do rozwiązywania ciężkich problemów w jak najkrótszym czasie. W zwykłej praktyce tego nie ma, możesz leczyć pacjenta przez miesiąc, dwa, trzy ... A Twoim zadaniem jest sprawić, by osoba wyzdrowiała po zakończeniu leczenia. A w sporcie wynik powinien być szybki, więc rozwiązanie trudnego zadania zawsze przynosi pozytywne emocje. Pamiętam wszystkich chłopaków, którzy wyzdrowieli w przeciągu całej mojej kariery. Na szczęście większość nadal gra.

Czy praca lekarza w różnych dyscyplinach sportowych jest podobna, czy są jakieś różnice?

Wszędzie ludzie to profesjonaliści, ale zawsze są różnice. Specyfika sportu implikuje pewne mechanizmy motoryczne. Różnią się w każdej z dyscyplin sportowych. Niezależnie od tego, czy chodzi o koszykówkę, piłkę nożną, hokej, piłkę ręczną, są to wszystkie sporty, w których istnieją pewne różnice w intensywności pracy, zasięgu, interwale czasowym tej pracy, obciążeniu różnych grup mięśni. Istnieją określone mechanizmy sportowe. Dlatego istnieją różne szczególne obrażenia, chociaż są i ogólne. Różna specyfika daje więcej doświadczenia, zaczynasz podchodzić do konkretnych obrażeń inaczej, wyciągasz wnioski i leczysz inaczej.

Zwykle opinia publiczna nie przywiązuje dużej wagi do pracy lekarzy w sporcie, nie są oni szczególnie odróżniani od personelu trenerskiego. Czy kiedykolwiek Cię to martwiło?

Nie. Zawsze rozumiałem rolę lekarza w zespole. I wszyscy najlepsi trenerzy i kierownictwo klubu są zawsze świadomi, że ta praca jest czasochłonna. Wiele zależy od jakości personelu medycznego. Oraz jakości przygotowania i powrotu do zdrowia po kontuzjach i po grach. Na całym świecie przeznaczono na to dużo czasu i środków finansowych. Gdziekolwiek jestem, jestem przekonany, że lekarze w każdym zespole awansują i rozwijają się.

Ale w ubiegłym tygodniu lekarze sportowi kilkakrotnie zwracali uwagę na siebie. Po pierwsze, pomogłeś fanowi w Bobrujsku. Czy miło było słyszeć oklaski z trybun?

W tej sytuacji nie specjalnie słyszałem i zwróciłem na to uwagę. Faktem jest, że dziewczyna w wieku 20–25 lat miała rozległą epilepsję i upadła między rzędami. Z trybun wezwano lekarzy i powiedziano, że komuś zrobiło się słabo. Zabraliśmy walizki i pobiegliśmy. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, zapewniając pomoc w nagłych wypadkach. Drogi oddechowe zostały uwolnione, aby osoba mogła oddychać podczas ataku. Najważniejsze w tej sytuacji jest to, że istnieje dostęp tlenu, więc osoba po prostu się nie dusi. W efekcie wszystko jest w porządku z dziewczyną. Zaczęła odpowiadać na moje pytania. Poprosiłem o mrugnięcie, jeśli mnie usłyszy. Uświadomiłem sobie, że doszła do siebie. W tym czasie przyjechali lekarze z pogotowia, więc bezpiecznie przenieśliśmy do nich pacjentkę. Życzę zdrowia dziewczynie. W rzeczywistości nie jest to pierwszy taki przypadek. Będąc w koszykówce w jakiś sposób uratowałem mężczyznę na lotnisku. Napisano również o tym w jakimś artykule. To był nagły wypadek. Ale to moja praca. Nigdy nie odmawiam nikomu pomocy na ulicy lub w innym miejscu. Lekarz powinien zawsze zapewniać pomoc. To obowiązek naszej służby.

Drugą sytuacją jest rozmowa z lekarzem Aleksandrem Odincowem, który pracował w BATE. Mówił o sporze specjalisty z trenerem. Czy przeczytałeś ten materiał?

Czytałem, ale urywkowo. Nie jestem zwolennikiem konfliktów między trenerem, a lekarzem. Uważam, że zawsze powinni być zgrani. Lekarz powinien zawsze dokładać wszelkich starań dla każdego trenera, który nie stał by na czele zespołu. Wyciąganie śmieci nie jest dobre z punktu widzenia reputacji lekarza. Nie wiem, jaki to był rodzaj konfliktu, ale cokolwiek tam się działo, z mojej pozycji w każdej sytuacji lekarz powinien pomóc każdemu trenerowi. Jeśli nie lubi pracować z konkretnym trenerem, zawsze może to powiedzieć i spokojnie odejść. Myślę, że to byłoby bardziej poprawne. To moja osobista opinia.

Czy w trakcie Twojej kariery zdarzyło się, że doszło do nieporozumienia między Tobą, a głównym trenerem lub zawodnikiem?

Lekarz w każdej sytuacji w zespole powinien zawsze znajdować się po stronie sportowca, czyli pacjenta. Najważniejsze jest, aby nie pogłębiać kontuzji, nie szkodzić sportowcowi. Jeśli trener jest profesjonalistą, zawsze będzie słuchał lekarza, pytał o opinię. Jeśli trener ma własną opinię, zadaniem lekarza jest ochrona życia i zdrowia ludzi. Zawsze będą opcje na to, co ktoś chce zrobić, aby zapewnić mu komfort. Na szczęście, bez względu na to, gdzie pracowałem, nie miałem trudnych sytuacji. Drobne nieporozumienia - tak, ale łatwo je rozwiązać. Siadamy, rozmawiamy, każdy wyraża swoją opinię, niezależnie od tego, czy jest to trener treningu fizycznego, trener główny, czy lekarz. Odpowiedzialność za wynik zawsze spoczywa na głównym trenerze, ale każdy powinien wyrazić swoją opinię.

Symulujmy sytuację: trener mówi, że jutro gracz powinien zagrać na zastrzykach, a ponadto sam gracz mówi, że chce i jest gotowy, ale jako lekarz rozumiesz, że może to prowadzić do niepożądanych konsekwencji. Co robić?

Sęk rozwiązania jest taki: musisz powiedzieć, jakie mogą być konsekwencje. Jeśli wszyscy się zgodzą, to pracujemy. Jeśli gracz, słysząc o konsekwencjach, zmieni zdanie, nie będzie mógł grać. Sam jest mistrzem swojego zdrowia, jak każdy sportowiec. Zarabiają na tym, wszyscy są profesjonalistami. A moim zadaniem w tej sytuacji jest pomoc zawodnikowi w grze. Muszę upewnić się, że wszyscy sportowcy w drużynie są gotowi do gry. Jeśli dojdzie do urazu, należy leczyć go tak jak przewiduje termin. I wtedy gracz wróci w 100% gotowości. Ale są sytuacje, kiedy po prostu trzeba. W takiej sytuacji sportowiec musi sam zdecydować.

Ogólnie rzecz biorąc, jak szybko przyzwyczaiłeś się do nowego zespołu, czy znalazłeś wspólny język z chłopakami i kolegami z kadry trenerskiej?

Jeśli chodzi o graczy, znałem większość z nich, pracowaliśmy razem w innych zespołach. To Sasza Noyok, Artem Bykow, Sergiej Ignatowicz, Misza Gordejczuk, Paszę Sawickiego znałem z drużyny młodzieżowej. W trakcie naszej kariery nie spotkaliśmy się z Denisem Łaptiewem, ale jesteśmy sąsiadami. Pochodzę z Mozyrza. Mieszkałem z rodzicami w domu numer 10, a jego rodzice w domu numer 8. Dlatego jesteśmy rodakami. Natychmiast znaleźliśmy wspólny język. Ogólnie zespół w drużynie jest bardzo dobry, wysokiej jakości zarówno pod względem sportowym, jak i ludzkim. Praca w takim zespole jest bardzo przyjemna. Nie powstawały żadne problemy. Natychmiast odnalazłem się i zacząłem produktywnie współdziałać.

Jeśli mówimy o pracownikach ekipy medycznej, to nie ma też zastrzeżeń, wszyscy są specjalistami w swojej dziedzinie. Naprawdę kocham i doceniam profesjonalistów, facetów, którzy skutecznie wykonują swoje obowiązki. Jeśli widzę, że dana osoba spełnia moje wymagania, może się zmienić, rozumie, czego wymagam i jak, to nie będzie żadnych problemów. W ekipie medycznej „Dynamo-Brześć” dokładnie tak się dzieje. Jeśli chodzi o trenerów, moim zadaniem jest pomóc im w jak największym stopniu dzięki wiedzy, którą posiadam. Jeśli są jakieś wątpliwości, zawsze przychodzę do trenera, siadamy i rozmawiamy. Jestem pewien, że trener nie ma przede mną żadnych tajemnic, tak jak ja przed personelem trenerskim. Mamy zdrowy zespół. Pomagamy sobie nawzajem, to dobrze.

Czy masz bliski kontakt z którymkolwiek z zawodników, nie tylko podczas meczów i treningów, czy jednak powinna istnieć zawodowa odległość?

Zawsze powinien być dystans, ale jeśli ktoś z graczy poprosi o pomoc lub zechce zajechać, aby przedyskutować coś, wtedy przychodzą do mnie, nigdy nie odmawiam. Rozmawiamy, pijemy kawę. Każdy może przyjść do mnie i możemy porozmawiać, jak to mówią, bez uprzedzeń.

Tak się złożyło, że kilku rannych zawodników pojawiło się w drużynie w tym samym czasie. Czy wyciągnięto z tego jakieś wnioski?

Oczywiście analizujemy sytuację, zmieniamy podejście do szkoleń i profilaktyki. Ta praktyka staje się bardziej ogólna, mniej indywidualna. Staramy się zapobiegać kontuzjom, ponieważ zawsze lepiej jest podjąć pewne działania z wyprzedzeniem niż leczyć je później. Wyraziłem swoją opinię, otrzymałem wsparcie od trenera i trochę rzeczy zmieniliśmy. Dzisiaj te kroki dają właściwy efekt.

Okazuje się, że są gracze, którzy często doznają kontuzji, inni grają przez lata - i wszystko jest w porządku. Dlaczego tak się dzieje

Są dwa powody. Po pierwsze, jest to genetyczna predyspozycja osoby do obrażeń. Drugi to profesjonalizm w zapobieganiu urazom, w profilaktyce. Piłkarze „Dynamo-Brześć” przyjeżdżają na bazę godzinę lub dwie przed, wszyscy wiedzą, gdzie mają choćby najmniejszy problem, który im przeszkadza i wykonują profilaktykę - zestaw konkretnych ćwiczeń. Plus regeneracja jakości, fizjoterapia, masaże, praca na określonych grupach mięśni przed i po treningu. Są to oznaki profesjonalizmu i przedłużenia ich długowieczności w sporcie.

Uważa się, że atakujący gracze są bardziej podatni na obrażenia. Czy tak jest naprawdę czy tylko wydaje się, ponieważ są bardziej widoczni na polu?

Moim zdaniem tak się wydaje, ponieważ są oni bardziej widoczni w mediach, na boisku. Napastnicy są zawsze w centrum uwagi. Chociaż istnieje przeciwna opinia. Wielu znanych ekspertów mówi: „Aby drużyna dobrze grała, potrzebujesz wysokiej jakości obrońców”. Oznacza to, że wszystko jest zbudowane od podstaw. To się często zdarza. Im bardziej niezawodna jest obrona, tym lepiej gra drużyna. Jeśli nie przegapiłeś, już nie straciłeś.

Postęp w rozwoju technologii, w tym medycznych, jest oczywisty dla wszystkich. Wszystko rozwija się bardzo szybko. Białoruskie kluby w ogóle, a zwłaszcza „Dynamo-Brześć” nadążają za innowacjami?

Nie ma ograniczeń co do doskonałości. A to oznacza, że medycyna zawsze będzie się rozwijać, w tym sport. Idziemy naprzód ogromnymi krokami. Już teraz dochodzi do inżynierii genetycznej, czyli pracy z komórką. Myślę, że dziś 5 najlepszych drużyn Highest League pod względem medycyny znajduje się na dobrym średnim poziomie europejskim. Mam na myśli wyposażenie w sprzęt i leki, a także poziom umiejętności i wiedzy personelu.

Gdy piłkarz potrzebuje operacji, często wybiera klinikę we Włoszech lub w Niemczech, a nie na Białorusi. Dlaczego tak się dzieje?

To pewne uprzedzenie. W rzeczywistości byłem obecny na operacjach we Włoszech i Niemczech, a także podczas niedawnej pracy chirurga z Elisem Bakajem w Mińsku. Technologia interwencji jest taka sama. Operacja jest wykonywana w ten sam sposób zarówno za granicą, jak i u nas. Dziś, na przykład, w Republikańskim Naukowym Centrum Praktycznym ds. Traumatologii i Ortopedii istnieje możliwość przeprowadzania skomplikowanych procedur. Jednocześnie są wysokokwalifikowani specjaliści, którzy jeżdżą operować w Europie.

Pod wieloma względami takie stronnicze podejście do chirurgii domowej jest problemem mentalnym. W końcu mamy nawet przysłowie: „Dobrze tam, gdzie nas nie ma”. Ale ta historia stopniowo się zmienia. Istnieje wiele przykładów znanych i odnoszących sukcesy sportowców, którzy wybrali leczenie na Białorusi i nie żałowali swojego wyboru. Chłopaki z powodzeniem dochodzą do siebie i nadal grają na wysokim poziomie.

Kolejną rzeczą jest to, że operacja to jeszcze nie wszystko. Następnie rozpoczyna się najważniejszy etap -regeneracja. Uszkodzony obszar należy rozpracowywać, czasami przez silny ból. Konieczne jest ścisłe przestrzeganie programu przygotowanego przez specjalistę. Trzeba poradzić sobie z obciążeniem moralnym. Jest to bardzo energochłonny i wymagający wiedzy proces. Cały personel medyczny dokłada wszelkich starań, aby u Elisa wszystko było dobrze.

Czego nigdy nie należy mówić poszkodowanemu sportowcowi?

Nigdy nie oszukiwać rannych. Sportowiec musi mówić tylko prawdę, bez względu na to, jak gorzka może być. Ogólnie lekarz do pewnego stopnia powinien być psychologiem. Zwłaszcza w sporcie. Powiedziałem już, że wysokiej jakości sportowcy bardzo skrupulatnie podchodzą do swoich ciał. Dlatego zawsze potrzebują słów wsparcia, oznak uwagi. I to jest jedna z dziedzin medycyny sportowej, którą naprawdę lubię.

Czy masz hobby, któremu poświęcasz swój wolny czas?

Czytam dużo literatury medycznej, a jedną z pozycji, na którą zwracam szczególną uwagę, jest terapia manualna. Ogólnie jest to dziedzina medycyny, która zajmuje się chorobami układu mięśniowo-szkieletowego, kręgosłupa. Dokładnie studiuję ten obszar, co oczywiście zajmuje dużo czasu. I oczywiście mam rodzinę! Żonę, dwoje dzieci, psa, a nawet królika - muszę znaleźć czas dla wszystkich, a to nie zawsze wychodzi. Dzieciom bardzo brakuje taty, ponieważ zawsze jest czymś zajęty. Dlatego poświęcam każdą wolną minutę mojej rodzinie.

Myślałeś kiedyś o napisaniu własnej książki o pracy lekarza w sporcie?

Akurat w tym roku na obozie treningowym z jakiegoś powodu zadałem sobie właśnie to pytanie. I zdecydowałem, że pewnego dnia, kiedy się zestarzeję, na pewno napiszę książkę. Będzie wiele interesujących rzeczy, od śmiesznych codziennych historii z życia sportowców po poważne obserwacje i wnioski z praktyki lekarza sportowego. Ale to na pewno nie nastąpi szybko :)

Ankieta

Najczęściej używana aplikacja w telefonie komórkowym?

Nawigator. Zwłaszcza po przeprowadzce do Brześcia.

Ulubiona potrawa?

Placki ziemniaczane ze śmietaną.

Weekend na łonie przyrody czy w dużym mieście?

Zdecydowanie na łonie natury.

Najpiękniejsze miejsce do odwiedzenia?

Petersburg.

Ulubione miejsce na Białorusi?

Mój dom.

Wakacje nad morzem czy w górach?

Morze.

Zima czy lato?

Lato.

Ulubiony film?

„Knockin' on Heaven's Door” z Tilem Schweigerem.

Ulubiona książka?

„Martwe dusze” autorstwa Nikolaja Gogola.                            

Następny mecz

Stadion: OKS „Brzeski” 06.06.20 (sobota) 20:00
Dynamo-Brześć
Dynamo-Brześć
Minsk
Minsk
-:-

Portale społecznościowe