wtorek, 12 maj 2020 22:34

Siergiej Ignatowicz: „Wszyscy pracujemy na wspólny wynik drużyny”

Pierwszy duży wywiad z Siergiejem Ignatowiczem w składzie „Dynamo-Brześć”

Obaj bramkarze „Dynamo-Brześć” urodzili się i wychowali w Mohylewie. Czy jest tam jakaś wyjątkowa „bramkarska” atmosfera?

Nie, oczywiście nie ma tam wyjątkowego powietrza, które przyczyniałoby się do wzrostu liczby bramkarzy lub czegoś w tym rodzaju. Jest to raczej ciekawy zbieg okoliczności, nic więcej. Ponadto Mohylew, podobnie jak Brześć, to nie takie małe miasto. Pawluczenko pochodzi z zupełnie innej dzielnicy. Oraz między Paszą i mną jest spora różnica wieku. Tak więc w naszej młodości nie byliśmy znajomi i nie spotykaliśmy się na ulicach ani na żadnych zawodach.

Ale na pewno wspominacie swoje rodzinne miasto w rozmowach?

No pewnie, ciągle wracamy do tego tematu, rozmawiamy o tym, co ostatnio zmieniło się w Mohylewie. I muszę powiedzieć, że wiele się zmieniło we właściwym kierunku. Rzadko jeżdżę do mojej małej ojczyzny, a od strony zmian widać lepiej. Moje rodzinna dzielnica Kazimirovka stała się znacznie wygodniejsza niż 10-15 lat temu.

W końcu, w dość młodym wieku, po raz pierwszy się przeprowadziłeś?

Tak, miałem 15-16 lat. Mniej więcej w tym czasie Paweł Rodnenok zaczął powoływać mnie do drużyny młodzieżowej i wkrótce w końcu osiedliłem się w Mińsku. Rok później podpisałem pierwszą umowę ze stolicznym „Dynamo” i byłem w klubie przez prawie 10 lat. Przeszedłem przez całą strukturę klubu. Najpierw była drużyna młodzieżowa, potem rezerwowa, następnie dzierżawa w pierwszej lidze („Beroza” była farmą „Dynamo-Mińsk”). Wreszcie zacząłem grać w głównej drużynie. Szczerze mówiąc, trudno nawet uwierzyć, że wszystko potoczyło się w ten sposób.

W czasie spędzonym w „Dynamo-Mińsk” miałeś bardzo fajnych konkurentów o miejsce w składzie. Którego z nich możesz nazwać najlepszym na liście, tak szczerze?

Możemy wymienić. Sulima, Chomutowskij, Gutor, Gorbunow, Klimowicz - wszyscy odpowiadają najwyższemu poziomowi w mistrzostwach Białorusi. Tym trudniej jest wybrać jednego. Pozwól, że odpowiem w ten sposób: każdy bramkarz z listy posiadał i ma pewne silne cechy. W związku z tym każdy ma swoje wady. Tak więc przez całą karierę starałem się czerpać to, co najlepsze od moich kolegów z drużyny, a jednocześnie odcinać ujemne momenty.

Co zatem możesz powiedzieć konkretnie o grze Wasilija Chomutowskiego?

Wydaje mi się, że o poziomie Wasilija Iosifowicza najlepiej powie jego strona w Wikipedii. Grał on w mistrzostwach Niemiec, Rumunii, Rosji i Ukrainy. Przez wiele lat był głównym bramkarzem drużyny. Chomutowskij zdobył ogromne doświadczenie i od samego początku odczuwał, że chce się nim dzielić. Dziś ma już doskonałe kwalifikacje trenerskie i to był jeden z powodów mojego przeniesienia do ”Dynamo-Brześć”.

Jakie inne powody skłoniły Cię do pierwszego przejścia w swojej karierze zawodowej?

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że muszę po prostu wyjść ze swojej strefy komfortu. Naprawdę dużo przeszedłem wraz z „Dynamo-Mińskiem”, ale może zostałem trochę w jednym miejscu. A kiedy pojawiła się oferta „Dynamo-Brześć”, myślałem przez bardzo krótki czas. Pomyśl sam: zespół z doskonałą kadrą wykonawców, z wielkimi ambicjami i nadchodzącym debiutem w Lidze Mistrzów UEFA. Ponadto plusem jest bardzo interesujący proces szkolenia i doskonały personel trenerski. Powiedziałem już o współpracy z Chomutowskim. Myślę, że jest on jednym z najlepszych ekspertów bramkarskich na Białorusi. Metody i stosunek do pracy Wasilija Iosifowicza dają efekt, który jest oczywisty dla wszystkich. Ogólnie rzecz biorąc, rozważyłem zalety i wady i zdecydowałem się na nowe wyzwanie.

Jak przebiegała adaptacja w zespole?

W tym miejscu warto podkreślić dwa aspekty: roboczy i socjalny. Jeśli chodzi o nowe środowisko, nie było problemów. Wraz z kilkoma chłopakami grałem razem w poprzednim klubie, a z wieloma innymi spotykaliśmy się na boisku jako rywale. Ponadto praca bramkarza na obozach treningowych przed sezonem, gdy jest ustalona baza na sezon, ogólnie jest podobna we wszystkich drużynach. Również w sferze socjalnej nie było poważnych problemów. Brześć to bardzo przytulne i wygodne miasto do mieszkania; jest wszystko, co jest niezbędne dla mnie i mojej rodziny. Minęło jednak trochę czasu, zanim w końcu zrealizowałem się jako gracz „Dynamo-Brześć”. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że adaptacja została całkowicie zakończona.

Czy epidemia koronawirusa w jakiś sposób wpłynęła na Twoją pracę lub styl życia?

Przygotowania się nie zmieniły. Ale z pewnością odczuwalny jest wpływ na życie. Staramy się przede wszystkim nigdzie nie wychodzić, spędzać więcej czasu w domu. Zaczęliśmy rzadziej bywać w centrach handlowych i innych zatłoczonych miejscach. Z całą rodziną przestrzegamy zasad bezpieczeństwa, częściej myjemy ręce i znacznie częściej stosujemy środki antyseptyczne. Jednak wcześniej także można było nazwać mnie domatorem, więc nowe okoliczności szczególnie mnie nie martwią. Chociaż czasami musimy odpoczywać od siebie.

W „Dynamo-Brześć” stale walczysz o miejsce w drużynie głównej. To pomaga, czy utrudnia rozwój?

Wszystko w porządku. Wyjaśnijmy jeszcze raz moje stanowisko: wszyscy pracujemy na wspólny wynik drużyny. Jeśli personel trenerski uważa, że bramkarze powinni grać na przemian, to tak będzie. Czasami trzeba poświęcić osobiste ambicje w imię klubowych zainteresowań.

Czy przerwy między występami na boisku w oficjalnych meczach stają się dla ciebie problematyczne? 

Nie ma w tym żadnego problemu, jeśli wszystko jest omawiane jasno i przejrzyście. Mamy intensywny proces szkolenia, który pozwala nam dodawać do procesu interakcje z innymi graczami i trenerami naszego zespołu. Jakiś czas przed meczem decyduje się, kto ochroni bramkę. Najważniejsze jest to, że obaj bramkarze dokładnie rozumieją kryteria selekcji i otrzymują dodatkową motywację do rozwoju zawodowego.

Czy przestrzegasz pewnych rytuałów przed pojawieniem się na boisku?

Nie, nic szczególnego. Na przykład Francesco Toldo musiał obowiązkowo pocałować bramki przed meczem, a Fabien Barthez kierował głowę w stronę kapitana drużyny dla pocałunku na szczęście. Ja nigdy nie miałem żadnych rytuałów. Ogólnie myślę, że robienie tych samych działań przez lata, w nadziei, że przyniosą ci szczęście, jest trochę dziwne. Każda gra to nowa historia, każdego dnia musisz iść do przodu.

Czy w twojej karierze jest mecz, który pamiętasz bardziej niż inne?

Nie ma takiego pojedynku, który wyskakuje bezpośrednio przed moimi oczami. Ale uważam, że jedna gra była wyjątkowa. Mecz na Borisov-Arenie w 2014 roku, mój debiut w „Belarusian Classic”. To była druga gra w składzie „Dynamo-Mińsk”, bardzo się martwiłem, chciałem pokazać swoje umiejętności. Ogólnie to był dobry mecz, który zakończył się wynikiem 0-0. Myślę, że ta gra była bardzo ważna dla zespołu i dla mnie osobiście. I nadal jestem bardzo wdzięczny Władimirowi Iwanowiczowi Żurawelowi za okazane wówczas zaufanie.

Czy od razu po meczu zdajesz sobie sprawę z tego, czy Twoja gra była efektywna? Czy potrafisz bez uwag ze strony ternera wskazać swoje niedociągnięcia?

Mogę to zrobić, ale jaki to ma sens? Czasami wydaje mi się, że grałem w danym odcinku doskonale, ale mentor pokazuje ci inną opcję i wyjaśnia, jak możesz działać jeszcze lepiej. Jednocześnie po piłce strzelonej do Twojej bramki robisz sobie wyrzuty, a po obejrzeniu i wytłumaczeniu trenera okazuje się, że część odpowiedzialności spoczywa na innych graczach. Ale to są takie pozytywne przykłady. Oczywiście bywa i odwrotnie. Ogólnie rzecz biorąc, robienie analizy na gorąco natychmiast po gwizdku, bez obejrzenia wideo – to taki sobie pomysł. Trzeba się uspokoić i rozważyć sytuację, spojrzeć na nią z kilku stron.

Jak możesz ocenić początek gry zespołu w nowym sezonie?

Jeśli mówimy o wyniku, wszystko jest w porządku. Wygraliśmy Super Puchar, a co ważniejsze, dotarliśmy do finału Pucharu Białorusi. W jakich okolicznościach to już jest inna sprawa. Ale po kilku latach perypetji mecz rewanżowy w Soligorsku niewielu będzie w stanie przypomnieć sobie. A fakt, że znaleźliśmy się w finale, będzie znacznie trudniejszy do zapomnienia. W mistrzostwach też wszystko nie jest idealne, ale po pierwsze dopiero się zaczęły, a po drugie, na początku wszystkim obstawianym faworytom porządnie się oberwało . ALE to dotyczy  rezultatu. A w jakości naszej gry są niedociągnięcia i wszyscy to rozumieją. Nie tylko kibice, ale także kierownictwo, trenerzy i sami piłkarze, ponieważ demonstrowali bardziej efektywny futbol. I ciężko nad tym pracujemy.

Jeśli chodzi o cele, nikt nie myślał o ich zmianie. Cały czas dążymy do wygrania wszystkich krajowych turniejów i udanego występu w Lidze Mistrzów.

Ankieta

Najczęściej używana aplikacja w telefonie?

Odtwarzacz muzyki, ale nie mam żadnego wybranego stylu muzyki.

Sport inny niż piłka nożna?

Koszykówka. Sam gram tylko na poziomie amatorskim, ale z wielką przyjemnością oglądam mecze najlepszych lig.

Najlepsze miejsce na świecie?

Niesamowicie podobało mi się na portugalskiej wyspie Madera. Pojechaliśmy tam z „Dynamo-Mińsk” na mecz fazy grupowej Ligi Europy.

Najlepsze miejsce na Białorusi?

To zdecydowanie  miejsce, w którym czeka na mnie moja żona i nasze dziecko.

Ulubiony film lub serial?

„Shameless” z Williamem Macy.

Wakacje nad morzem czy w górach?

Nad morzem.

Pizza czy sushi?

Pizza, choć wiem, że sushi jest zdrowsze dla piłkarza :)

Następny mecz

Stadion: OKS „Brzeski” 06.06.20 (sobota) 20:00
Dynamo-Brześć
Dynamo-Brześć
Minsk
Minsk
-:-

Portale społecznościowe